A Golden Retriever Life in Jelenia Góra – Poland

Najnowsze

Wędrówka do Śnieżnych Kotłów

Chłód górskich strumieni

Chłód górskich strumieni

Przy Paciorkach na borówkach

Przy Paciorkach na borówkach

Przy Paciorkach - Kociołek wietrzeniowy

Przy Paciorkach – Kociołek wietrzeniowy

Przy Paciorkach - uśmiech szelmowski

Przy Paciorkach – uśmiech szelmowski

Portret z badylem

Portret z badylem

Platformy

Platformy

Rozdroże Pod Śmielcem

Rozdroże Pod Śmielcem

Piknik w trawach

Piknik w trawach

Pies (u)kochany

Pies (u)kochany

Śnieżny Stawek

Śnieżny Stawek

Głazowisko

Głazowisko

Nowy szlak

Nowy szlak w Małym Kotle

Jagodzianka

Jagodzianka

Przypomniał sobie…

Mój Dwunóg zleniwił się okrutnie. Nic nie pisze o moich psich przygodach, zabawach, rozrywkach. Troszkę go rozumiem: jesień była smutna, zima jest dziwna, a on – to widzę swoimi ślepiami dokładnie – ma na swojej łysej, dziwnie owalnej głowie moc problemów. I chyba większe są te jego problemy, niż moje przykrostki, związane ze zgubieniem sznura, kółka gumowego czy patyka. 
No ale wreszcie udało mi się tak pokierować moim Człowiekiem, że zasiadł do komputera, zalogował się  i być może coś opublikuje (dziwicie się, że jak pies znam takie pojęcia? Jak wychodzą z domu moi Dwunożni, włączam sobie czasem komputer – hasło Człowieka dawno już wywąchałam – i przeglądam bloga, a także… no wiecie, te takie strony…, gdzie pokazują wspaniałych chłopaków na psich wystawach).

No, dobra – na razie będzie to taki zbiorek zdjęć od września 2012 do stycznia 2013, ale Człowiek, mój Dwunóg, obiecał, że będzie o mnie pisał częściej.

Obrazek

Miałeś, Człowieku, tego NIE PUBLIKOWAĆ, no…!

ObrazekObrazekObrazekObrazekObrazekObrazek

Borowinowe kąpiele: Góry Izerskie

Nareszcie! 

Wkrótce skończę 4 lata, muszę zacząć dbać o siebie. Bo czasami już mi strzyknie tam, zaboli tutaj, a i kondycja już nie taka, jak niegdyś. I nareszcie mnie zabrali w te Góry Bagienne, choć moi Ludzie mówią na nie Izerskie. Luksusowo wwieźli mnie w szklanej klatce na sama gorę (w ich gwarze to się nazywa „Gondola”), przeszliśmy trochę i… tak! To tutaj: lecznicze błotko. Nie zastanawiałam się długo. Tylko mój Człowiek jakoś tak dziwnie mi się później przyglądał… 

Borowiny1

Właśnie wychodzę z borowinowego raju

Borowiny2

Tarzanie się w jagodzinach to cześć terapii

Borowiny3

No i co się tak gapisz? Zaraz to z siebie strząsnę!

 

Wypadzik do Radomierza i Wojanowa. Nowy kumpel: Quasi-Beagle

Wyciągnęli mnie moi Ludzie na wycieczkę. Do jakiegoś Radomierza. Nie powiem, miło było: poznałam nowego koleżkę, tubylca Bezimiennego; moi Ludzie wołali na niego: Bigiel. Fajny, nawet mi wpadł w oko. Ale były tam też te wielkie psy z rogami, co tak pysznie pachną mlekiem. Mimo zapachów kuszacych wolałam omijać je z daleka: mówią w narzeczu radomierskim, nie sposób się dogadać. Bigiel jakoś się ich nie bał, pewnie zna lokalną gwarę. W każdym razie warto było do tego Radomierza pojechać.

Bo na koniec dojechaliśmy do Wojanowa, jest tam taka wielka budowla, ale przede wszystkim jest Bóbr. Mogłam się wychłodzić po tych radomierskich, gorących łąkach. Moich Ludzi zachwycił jakiś FAUST operowy, który ma być tam ponoć „wystawiany”. Znam niemiecki na tyle, że w faust…, znaczy: w piąstkę się śmiałam: po co wystawiać PIĘŚĆ? Przecież i tak u każdego człowieka ją widać… 

Bigiel szedł z nami od swojego domu aż niemal pod Janowice (Wielkie)

To ten cały Radomierz…

Szybko się zaprzyjaźnił ten Bigiel z moim Człowiekiem

Ze mną też się zaprzyjaźnił

To te duże psy z rogami, pachnące pysznie mlekiem

Moja Człowieka mówi, że z tyłu są Rudawy Janowickie i Janowice Wielkie. Phi, Zabobrze moje większe…

…tam podobno widać Miedziankę.

W tym całym Wojanowie była wreszcie woda do kąpieli

Mojemu Człowiekowi najwyraźniej spodobała się ta ławka nad stawem

A mnie się spodobała cała ta chałupa, podwójnie mi się spodobała

The Blue Olympic Ring stolen by Froda

Olympic Ring Stolen

Poranek w sianie

Koko ma już swój nowy dom, zupełnie niekiepski zresztą. O tym małym urwipołciu można poczytać w artykule TUTAJ.

Mój Człowiek mało ostatnio spaceruje ze mną (na wycieczki w góry nie chodzi wcale!). Ciągle narzeka, że go rwie jakiś kulsz… No, ale przynajmniej rano łazimy po przepięknie wykoszonych łąkach niedaleko domu – i to spacerujemy długo. Dzisiaj spotkałam tam nowych kumpli (w zasadzie: same kumpele i jednego chłopaka, ale malutkiego takiego…).

Wargames

 

Ringo1

Ringo2

York

Flying York – jedyny chłopak w towarzystwie

 

Koko – kociątko przyniesione z lasu

Wczoraj, nad strumieniem się przybłąkała. Więc użyczyliśmy jej dachu nad głową, czasowo. Na początku także Froda uważała ją za bardzo zabawną, nową atrakcję; teraz zaczyna mieć dość żywiołowości 5-tygodniowej kotki. Ale śliczna jest ta mała Koko bez dwóch zdań.

Obrazek

I pilnie szuka nowego domu.

Koko&Froda

Koko szła za Frodą krok w krok, znad strumienia do domu. To jakieś 1,5 km

Koko Vet

U weterynarza: waga – 400 g; została odrobaczona i przebadana. Wygląda dobrze.

Koko&Froda

Ulubiona zabawa: wspinanie się na Frodę

Koko & Froda

„Zagrać komuś na nosie” w wersji kociej: Froda już mniej tolerancyjna

Koko & Froda

Drapieżnik gotowy do walki…

Koko

Senność

Koko

Najchętniej śpi na kolanach człowieczych. Froda ledwie toleruje taka poufałość.

 

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.